WABI SABI czyli piękno ukryte w niedoskonałościach. 25.09.2017

Och, jak miło brzmi ten tytuł. Zmęczeni radami perfekcyjnej pani domu z radością myślimy, że nareszcie będziemy mogli sobie pozwolić na odrobinę luzu w naszych wnętrzach. Zamiast dopracowanych, zimnych, ale czystych i uporządkowanych wnętrz spodziewamy się odrobiny szaleństwa. Niedoskonałości bowiem kojarzą nam się z lekkim bałaganem lub nieporządkiem. A tu niespodzianka. Niedoskonałość to nie chaos ani tym bardziej przypadek, to coś znacznie poważniejszego, ba! to cała filozofia życia. Czy naprawdę jesteśmy na nią gotowi, czy tylko tęsknimy za życiem bez uwierającego nas gorsetu sterylnej estetyki minimalistycznych wnętrz? 

Stylistyka Wabi Sabi przychodzi do nas ze Wschodu, a konkretnie z Japonii. Stoi za nią filozofia tysięcy lat. To nie trend, to decyzja o stylu życia. Filozofii tej boją się jak diabeł święconej wody producenci nowych, innowacyjnych produktów, bo styl wabi sabi nawołuje do poszukiwań autentyczności z wszystkimi niedoskonałościami starych i UŻYWANYCH przedmiotów codziennego użytku.

Dla krajów zachodniej cywilizacji, gdzie konsumpcja stała się stylem życia i gdzie trendy zmieniają się jak w kalejdoskopie karząc mieszkańcom wielkich miast wymieniać wyposażenie do swoich wnętrz „z piątku na poniedziałek”, decyzja o życiu w otoczeniu zużytych lub naprawionych, starych przedmiotów jest odważnym manifestem.

Nawoływanie do powrotu do starej szkoły naprawiania i przeróbek brzmi, w świecie cyfrowych urządzeń produkujących miliony obiektów na globalne rynki, jak baśń o lepszym życiu w krainie slow life.

Oczywiście podniszczone, noszące znamiona użytkowania przedmioty - nazywane często przez nas „przedmiotami z duszą” - kojarzą nam się z domem naszych babć i dawnym analogowym światem, gdzie zegarki tykały, a tarcze telefonów się kręciły. Zestresowani, zabiegani, żyjący coraz szybciej i osaczeni „wspomagającymi naszą produktywność” aplikacjami, marzymy o stoliku z podniszczonym blatem, naprawionej, czyli zacerowanej tkaninie lub o doklejonym uchu do ulubionej filiżanki. I jeśli tak rzeczywiście zaczniemy żyć, to stare przedmioty wintydż staną się dla nas prawdziwymi rarytasami i ocieplą nasze współczesne stechnicyzowane wnętrza. Wielu z nas dostrzeże jednak w tym stylu tylko złuszczoną farbę, lekko powyginane metalowe naczynie z popękaną emalią i specjalnie podniszczony tynk lub glazurę udające podniszczony mur lub kafle starego pieca.

Wabi sabi w wydaniu zachodniego świata w większości przypad- ków przejawiać się bowiem będzie imitacjami zniszczonych przedmiotów, a nie oryginałami pochodzącymi z epoki. No cóż, podobnie jak z dietami odchudzającymi - stosujemy je nie po to by zdrowo żyć, ale by dobrze wyglądać i dlatego prognozuję temu stylowi wielkie powodzenie. Wszak lubimy sami się oszukiwać, a przy tym lubimy zmieniać nasze otoczenie, bo nic tak dobrze nam nie robi jak zabawa z naszym wnętrzem i doszukiwanie się korzeni, i historii dla naszych wazonów, komód i kilimów pochodzących „wprost z Nepalu”.

Beata Bochińska, 2018