Czy glamour to określenie uniwersalne, ogólne? 25.09.2017

Czy jednak dotyczy tylko kobiet? Zanim zabrałem się za pisanie tego tekstu, kilka razy próbowałem wyobrazić sobie faceta, którego wygląd dałoby się opisać tym słowem. „Glamour”. Nic mi te próby jednak nie dały, za każdym razem przychodził mi na myśl jakiś inny obraz: albo jakiś James Bond, albo projektant mody w mocnej stylizacji, albo dla równowagi jakiś popowy wokalista, czy chociażby, piłkarz. Nie klarował się z tego jakiś wyraźny obraz. Kobiety glamour mają na sobie połyskujące stroje i świetnie ułożone fryzury, bije od nich blask, są zmysłowe i seksowne - wszystko jest jasne. Faceci pod hasłem glamour to z kolei faceci raczej eleganccy, biała koszula, czarna marynarka, żadnych przesadnych ozdób. Czy jest w tym jakiś wspólny mianownik? Czy elegancja to męski odpowiednik kobiet glamour?

Zaglądam do definicji: fascynujący, pociągający przyciągający widok, połączenie uroku i dobrego wyglądu. Pojawia się też słowo sugestywny. Wygląda na to, że wspólnego mianownika nie ma.

Zastanawiam się w takim razie, czy ja mógłbym być glamour - co musiałbym nałożyć, co zrobić. Pewnie musiałbym pobiec do jakiegoś stylisty - on wiedziałby co z taką sytuacją począć. Ale tak się składa, że sam wolę wybierać sobie ubrania, sam je kupuję, sam sprawdzam ich jakość i je zestawiam. Przykładam do tego dużą wagę, nie tylko dlatego, że ludzie częściej mi się przyglądają (i oceniają). Strój, ubiór, to po prostu bardzo indywidualna sprawa, w jakimś stopniu intymna i nie chciałbym, żeby zajmował się tym ktoś inny niż ja. Czy moje ciuchy są glamour? Wydaje mi się, że nie, że są zbyt proste, żeby je tak nazwać. Zwracam uwagę na krój, na detale, których często nie widać, na drobiazgi, które znikają w obiektywach kamer czy w atmosferach połyskujących przyjęć. Ale daleko mi do świata mody, który wrzuca na wybiegi swoje haute couture żeby tylko zwrócić czymś na siebie uwagę. Owszem, obiektywy aparatów lubią efektowność, kolorowość, błysk - to dobrze wygląda w kadrze. Ja jednak wolę nie zwracać na siebie uwagi w ten sposób.

Elegancka prostota zawsze dobrze mi pasuje, w niej się odnajduję, ona zawsze zapewnia mi wewnętrzny komfort. Wolę proste rzeczy, proste przyjemności, stonowane kolory. Wiadomo, że czasem zdarzy się jakiś wyjątek, ale tak po prostu czuję się najlepiej. Prostota to także dbałość o szczegóły. Nie wyobrażam sobie prostych ubrań wykonanych byle jak. Dobre wykończenie niesie ze sobą pozytywne skojarzenia. Wszyscy podziwiają Toma Forda za oszczędność w doborze stroju i nikt nie chciałby przyozdobić go kolorowym krawatem albo szałową fryzurą. Im dłużej o tym myślę, tym bardziej mi wychodzi, że pojęcie glamour po prostu nie pasuje do facetów. Dlaczego? Bo znacznie bardziej interesujący wydaje się być mężczyzna, który ma umiar i „dopięte” szczegóły.

Jest jeszcze jedna rzecz. Pewien filozof mówił, że głębia jest ukryta na powierzchni rzeczy i to co interesujące znajduje się na powierzchni, tylko jest na pierwszy rzut oka niewidoczne. Brzmi górnolotnie, ale coś jest w tej myśli fajnego, że potrzeba chwili i trochę uwagi, żeby dostrzec to „coś więcej”. Ale warto - dodałbym od siebie - bo to podstawa dobrego kontaktu z ludźmi. Żeby spotkać się z drugim człowiekiem, krzykliwe ozdoby, nadmierne stylizacje i wszelkiego rodzaju przesady są niepotrzebne, a nawet przeszkadzają. Może właśnie dlatego wystarczy mi, żeby to
co „na powierzchni” po prostu dobrze się prezentowało.

Doceniam prostotę i detal, na który trzeba poświęcić trochę uwagi, żeby go docenić. I taki właśnie glamour najbardziej cenię. Zamiast błyszczących materiałów czy ekstrawaganckich, krzykliwych dodatków można wybrać klasyczne, proste zestawienia w połączeniu z jednym, ciekawym dodatkiem typu połyskliwy guzik przy koszuli, nietypowe przeszycie marynarki czy jeśli ktoś lubi, zdobne spinki do mankietów na wieczorne spotkanie. Taka inspiracja stylem glamour czerpie z prawdziwej elegancji a prostotę przełamuje szczyptą indywidualizmu.
A w tym journalu mówimy jak bawić się stylem glamour we wnętrzach. Podpowiadamy jak sprawić, aby kilka błyszczących dodatków przełamało klasykę i dodało szczyptę szaleństwa. Co ważne, gdy po jakimś czasie ten błysk nas trochę zmęczy, wystarczy zmienić
dodatki by odmienić klimat pomieszczenia.

Tomasz Kammel